|
O firmie
Ambasadorzy Pokoju
Odznaczenie Ministra Gospodarki
Odznaczenie Ministra Sportu
Odznaczenie PZBS
Dyplom Marszałka
Śląski Kupiec Roku'05
Śląski Kupiec Roku'06
Who is who w Polsce
Reportaże:
-
Bali
-
Cypr
-
Czarnogóra
-
Djerba
-
Egipt
-
Grecja
-
Hiszpania
-
Izrael
-
Jamajka
-
Kreta
-
Majorka
-
Tunezja
-
Turcja
-
Węgry
-
Włochy
-
Wyspy Kanaryjskie
Kontakt
|
W rytmie zorby
ze szklanką czerwonego wina
Grecja – Ellas – Hellada. Sama nazwa tego kraju kojarzy się ze słońcem,
pięknem krajobrazu i architektury, ze szklanką dobrego wina i „zorbą”. Ale
Grecja jest czymś więcej, niż się zwykle oczekuje.
Skarby wydają się tam
kryć w każdym kącie: ruiny ukazujące minioną wspaniałość i ludzką od wieków
obecność. Kombinacja starożytności i nowoczesności daje wrażenie, że
znajdujemy się między fantazją a rzeczywistością. Aura historii obejmuje
Cię, gdziekolwiek byś był. Od Aten z majestatem wyniosłego Akropolu, poprzez
„pępek świata”: sanktuarium w Delfach. Od Olimpii, skąd bogowie i herosi tak
chętnie igrali ludzkimi losami do tysięcy wysp chcących kontrastem swej
bieli i barwnych dachów podkreślić i tak niepowtarzalny koloryt nieba i
morza. Od wypalonych przez słońce ruin Myken, gdzie wciąż jeszcze słychać
rozpaczliwy szloch Agamemnona, Orestesa i Elektry, aż po tajemnicze, skalne
monolity Meteorów. Nigdzie poza Grecją nie ma takiego przemieszania mitu,
ducha i rzeczywistości. Postanowiliśmy i my odwiedzić Grecję w milenijnym
roku 2000, zanurzyć się w ten świat bogów i herosów, mitów i historii,
upojnych krajobrazów, gajów oliwnych wyrastających niemal z nagich skał do
słońca i monumentalnych ruin starożytnych budowli, w „Krainę ludzkich
igrzysk i boskich igraszek”.
Wyruszyliśmy trasą przez Austrię
i Włochy, by przybyć do miasta i portu Bari, związanego z Polską poprzez
królową Bonę. Luksusowy prom greckiej linii Super Fast zabrał nas w rejs, by
przez Adriatyk, a potem Morze Jońskie dopłynąć do Grecji, do jej południowej
części: Peloponezu. Na promie liczne atrakcje: bary, salony gier, sklepy,
dyskoteka, a na pokładach plażowanie i kąpiel w basenie. Ranek zastał nas
przepływających koło Itaki, ojczyzny Odyseusza, bohatera spod Troi,
błąkającego się przez lata po morzu w drodze do swej wiernej Penelopy.
Przypływamy do portu w Patras – Grecja wita nas upalnym słońcem na
bezchmurnym niebie. W drodze dojazdowej do miejsca pobytu pierwsza wycieczka
i pierwsze wzruszenia. Przybyliśmy do Olimpii. To najsłynniejsze antyczne
sanktuarium i miejsce igrzysk.
Igrzyska celebrowano tu bez przerwy przez
1200 lat, do 393 r n.e. Szary świat legend i mitów rozbłysnął jutrzenka
historii. Europa weszła w okres historyczny. Wśród wzruszających ruin, jakby
wciąż pobrzmiewających okrzykami sportowców i dopingujących widzów, w
miejscu, gdzie współcześnie zapala się co cztery lata znicz olimpijski,
nadchodzi, jakby mimochodem, chwila zadumy. Orestes, Elektra, Antygona,
nieszczęsny Edyp – w czasach naszej szkolnej edukacji ślęczeliśmy nad
dziełami powstałymi przed tysiącami lat. Na tej ziemi narodziła się
filozofia, Sokrates, Platon, Arystoteles, tu żył ojciec historii Herodot,
medycynę tworzył Asklepios i Hipokrates. Homer, Sofokles i Eurypides
tworzyli poezję, rzeźbił swe marmurowe dzieła Fidiasz, Euklides tworzył
geometrię, Archimedes swym okrzykiem „eureka” pierwsze prawa fizyki. Na
greckiej ziemi zrodziła się pierwsza demokracja.
Opuściliśmy Olimpię, by trasą
przez Achaję i Argolidę przyjechać do Tolo – kurortu położonego nad Zatoką
Argolidzką. Zamieszkaliśmy w miłym hotelu „Elektra” położonym w centrum
miasta około 70 m od morza.
Samo Tolo rozkłada się nad
przepiękną zatoką o turkusowej wodzie, w zielonym zakątku prowincji zwanej
Argolidą. Otoczone jest wzgórzami i górami porośniętymi gajami cytrusowymi,
oliwnymi lub wypalonymi słońcem porostami. Perspektywa zatoki zamknięta jest
rozsianymi blisko i coraz dalej wyspami. Tworzy to widok, a zarazem całość
dającą ukojenie dla oczu. Koło portu rozkłada się wyspa Romvi, częściej
zwana Nesi – co po grecku oznacza słowo „wyspa”. Obok niej duża, skalista
Daskaleto zwana „Nauczycielem”, gdyż podczas tureckiej okupacji
dzieci
przybywały tu nocą, gdzie w małym bizantyjskim kościółku nauczał je ksiądz.
Obie wyspy tworzą zespół kopuł – turyści nazwali je przeto „Biustem
Afrodyty”, bogini miłości. W centrum zatoki wyłania się z morza maleńka
wysepka Koronesi, na której szczycie stoi malownicza kapliczka Świętych
Apostołów. Podczas 10-dniowego pobytu w Tolo dzieliliśmy czas pomiędzy
odpoczynek, zabawy i wycieczki. Modne Tolo zapewnia doskonałe warunki
wypoczynku. Duża, piaszczysta plaża o żółtym piasku, z leżakami,
wypożyczalniami sprzętu wodnego – turysta znajdzie tu wszystko, co
potrzebuje. Morze jest płytkie, nawet do 50 m od brzegu woda sięga do pasa,
a dalej głębiej dla pływaków. Dno piaszczyste, bez uciążliwych, kłujących
jeżowców. W innych miejscach plaża jest wąska, kamienista, ale stoją na niej
stoliki restauracyjne. Przyjemnie jest siedzieć pod parasolem chroniącym od
słońca, ze stopami prawie w wodzie i popijać niesamowicie chłodzącą kawę
Frappe, mrożoną, którą Grecy przyrządzają najlepiej w porównaniu do innych
śródziemnomorskich nacji. Te same restauracje i tawerny serwują kuchnię
europejską i lokalną folklorystyczną, z potrawami, które warto popróbować.
Wspaniałe są także ryby, zaskoczeniem dla nas były nowe smaki ryb,
przyrządzanych w sosach z owoców. Wszędzie rozlega się muzyka grecka rana na
buzuki – greckiej odmianie mandoliny, w rytmie sirtaki – tańca niewłaściwie
nazywanego przez Polaków „zorbą”. Na głównej ulicy Tola mnóstwo sklepów: od
spożywczych, poprzez przemysłowe, ale najwięcej z suwenirami. Każdy tu
znajdzie pamiątkę dla siebie, a ceny w Grecji są przystępne – to jeden z
tańszych krajów dla Polaka. W hotelu zorganizowano nam przyjemny wieczór
przy winie, a młode pokolenie rodziny pana Manolisa uczyło nas zawiłych
kroków sirtaki, no, niech będzie „zorby”.
Była też degustacja słynnego uzo –
alkoholu będącego destylatem anyżu i jego domowej wersji – mocnego sipuru.
Wśród zapachu anyżu i wina tańce trwały do późnej nocy. Inny wieczór
spędziliśmy na występach folklorystycznych „Grecka Noc” (cena 5000 drh),
gdzie profesjonalni tancerze i śpiewacy prezentowali folklor całej Grecji.
Nas urzekł natomiast wieczorny spacer drogą nad morzem, gdzie w odległości
około 2 km od centrum, na zboczu skały zamykającej małą zatoczkę, rozłożyła
się tawerna – tarasami na skale. Mieniące się iskrami gwiazd granatowe
morze, a przeciwległa skała z ruinami antycznego Assine, oświetlana była w
rytm muzyki reflektorami tworząc spektakl światła i dźwięku. Nie chciało się
wracać do hotelu, było zbyt pięknie.
Wybraliśmy się również w to
miejsce z naszym przewodnikiem za dnia.
Na cyplu oddzielającym zatokę od
długich plaż Kastraki leżą ruiny prehistorycznego Assine otoczone cyklopim
murem. To obszar zamieszkany już w epoce brązu 2800 lat p.n.e. Widać
wyraźnie kształt akropolu z czasów kultury mykeńskiej, a także późniejsze
rzymskie łaźnie i forty tureckie. Assine dostarczało okrętów w czasie Wojny
Trojańskiej, o czym pisał Homer, w wojnach wspomagali Spartę przeciw Argos i
Atenom. Zatoczkę nazywano Port Aulon, z tego powstał skrót Taulono i obecny
Tolon, po grecku Tolo.
W kolejnych dniach jeździliśmy na
wycieczki. W odległości 12 km od Tolo leży miasto Nafplio, założone według
legendy przez żeglarza Naupliosa, którego syn Palamedes wynalazł grę w
kości, warcaby, dodatkowe litery alfabetu, miary i wagi i latarnię morską.
Zazdrosny Odyseusz zabił go pod Troją. Miasto było pierwszą stolicą
niepodległej Grecji po wyzwoleniu się z okupacji tureckiej. Góruje nad
miastem dawny akropol, obecnie monumentalne ruiny twierdzy
frankońskoweneckiej Palomidi. Na wyspie koło portu mały fort Bourtzi, gdzie
w części hotelowej mieszkała piosenkarka i patriotka Melina Mercuri. W
mieście regionalny targ, urokliwe, pełne winnej latorośli uliczki z
zabytkami bizantyjskimi, tureckie meczety i rzymskie budowle. Kilkanaście
kilometrów dalej Epidauros – słynne sanktuarium boga medycyny Asklepiosa,
zwanego później Eskulapem. W pobliżu leczniczych źródeł wśród przyrody o
niepowtarzalnym nastroju półbóg Asklepios, syn Apollina, stworzył szkołę
medycyny i szpital. Zachowały się ruiny gimnazjonu, stadionu, sanatorium,
łaźnie i noclegownie. Jest tu także najlepiej zachowany i największy w
Grecji teatr z IV w. p.n.e. z widownią w kształcie muszli na 14 000 widzów.
Wciąż czynny, zachwyca niezwykłą akustyką, szept z orkiestry słyszany jest w
najwyższych rzędach. Henry Miller o swej podróży po Grecji powiedział:
„musiałem udać się do Epidauros, by odkryć prawdziwy sens spokoju”.
Wycieczka do Myken, do cytadeli bohaterów Homera, to przeniesienie się w
inny świat. Wśród prawie nagich, wypalonych słońcem wzgórz o rudej barwie
wznoszą się ruiny królestwa, które 1200 lat p.n.e. było największą potęgą
Grecji. Odkopane przez Schliemanna w 1876 r., który uwierzył w autentyczność
homeryckiej „Iliady”. Świat nieszczęsnego Pelopsa, okrutnych mitów, stolica
Agamemnona, dowódcy Greków pod Troją. Do cytadeli wchodzi się przez słynną
Lwią Bramę, dalej groby szybowe, gdzie znaleziono skarb Agamemnona, pałac z
zarysem sali tronowej i łazienką, gdzie według mitu Klitajmestra z
kochankiem zabili Agamemnona, a śmierć ojca pomściły dzieci Orestes i
Elektra. Wciąż tu słychać jakby szczęk mieczy i szloch nieszczęsnego rodu.
Przy wyjściu kopułowy grób zwany grobem Arteusa lub Agamemnona. W drodze
powrotnej do Tolo mijamy cytadelę na akropolu w Argos, dawnym państwie, od
którego region wziął nazwę, potem cyklopie mury Tyrynsu sprzed 3000 lat
p.n.e.
W kolejnym dniu wpisaliśmy się na
wycieczkę – rejs po Zatoce Argolidzkiej i Sarońskiej na
Wyspy Sarońskie
(koszt 7200 drh). Wśród pięknego krajobrazu wybrzeża popłynęliśmy na dwie
wyspy. Pierwsza to Hydra, prawdziwie grecka, z białymi domami i gencjanową
barwą dachów i drzwi. Z ulicami wspinającymi się po skałach, gdzie jedynym
transportem są przemiłe osiołki i muły, stanowiące również atrakcję dla
turystów. To grecki odpowiednik włoskiej Capri – wyspa artystów i bohemy.
Nad naturalnym portem w kształcie muszli rozkłada się cytadela, a tu i
ówdzie greckie wiatraki. Nie ma tu dróg, ani samochodów. Druga wyspa:
Spetses, jest nieco większa, góry pokrywa zielona szata roślinna. Posiada
piękne plaże, sporo bizantyjskich i tureckich zabytków, wyspa staje się
kurortem. Niegdyś zwana Pityoussa – wyspą drzew piniowych, od aromatycznej
sosny pini Aleppo. Dziś dominują barwne pojazdy konne, liczne sklepy i
tawerny. Obie wyspy posiadają wiodącą rolę w historii walk o niepodległość z
Turkami – Spetses pierwsza wystąpiła zbrojnie, stąd pochodziła bohaterka
narodowa Bouboulina. Wieczorem wróciliśmy do Tolo, by rozkoszować się w
tawernach potrawami zwanymi suflaki, mousaki, feta z koziego sera, popijając
specyficznym dla Grecji aromatyzowanym żywicą winem retsiną. Były także inne
jeszcze wycieczki do wykupienia na miejscu, np. rejs statkiem do twierdzy
Monemvasia położonej na samym południu Peloponezu. To ponura skała
przypominająca odwrócony kapelusz, połączona z lądem wąską groblą.
Niesamowite krajobrazowo miejsce z potężnym kompleksem obronnego miasta,
zbudowanego u podnóża i na wierzchołku skały, odgrodzonego od morza murami
obronnymi. Wielkie wrażenie robi opuszczone górne miasto, ze swymi cerkwiami
i przepięknymi widokami na wiele kilometrów wybrzeża i liczne wyspy. Inna
wycieczka: trasa przez Arkadię do Sparty, a potem do Mistry. To ostatnia
stolica Cesarstwa Bizantyjskiego po zdobyciu przez Turków Konstantynopola.
Na zboczu góry liczne kościoły i katedra z bogactwem mozaik i dzieł sztuki.
Opuszczone miasto, pełne nastroju i melancholii, duchowy odpowiednik bogatej
Monemvasii. Wspaniałości dworu w Mistrze towarzyszył ostatni wielki rozkwit
intelektualny i artystyczny Wschodniego Cesarstwa w okresie tzw. Renesansu
Paleologów. Miasto zostało porzucone w 1834r. (obie wycieczki kosztowały 5-7
tys. drh.).

Nie zapomniano o zwiedzeniu
bodajże najsłynniejszego miejsca w Grecji: Delf. Sanktuarium Apollina,
zawieszone między niebem a ziemią na zboczu góry Parnas, gdzie mieszkał bóg
w otoczeniu muz. Uważane za „pępek świata”, miejsce święte, gdzie zwaśnione
miasta greckie przechowywały bezpiecznie swe skarbce, miejsce azylu i
świętej wyroczni, gdzie w oparach Pytie sporządzały swe przepowiednie, które
nieraz decydowały o historii ówczesnego świata. „Święta Droga” prowadzi koło
Skarbca Ateńczyków, świątyni Apolla, wyroczni aż do wspaniałego amfiteatru.
Otoczenie krajobrazowe jest pełne majestatu i niepowtarzalne. Wspaniałe
dzieła sztuki znajdują się w Muzeum Delfickim. Naprzeciw zbocza znajduje się
drugi kompleks świątynny poświęcony Atenie i najbardziej znany z wszystkich
pocztówek: Tolos z kolumnami doryckimi. Tu w Delfach, jak nigdzie dotąd tak
wyraźnie, zaczyna się czuć ducha Grecji – Hellady. Pod koniec pobytu w Tolo
pojechaliśmy na wycieczkę do Aten. Po drodze przystanek przy ruinach
rzymskiego Koryntu oraz niesamowite wrażenie dla genialnej techniki, gdy
spoglądaliśmy w głąb wykutego w skale kanału na Przesmyku Korynckim. Ateny
powitaliśmy oczywiście na Akropolu. Któż nie marzy, by postawić swą stopę na
tym szacownym miejscu, by się przejść po kamieniach mających tysiące lat. O
Akropolu powiedziano prawie wszystko, cóż dodać? Patrzyliśmy na szacowny
Partenon, powoli dźwigający się ze zniszczenia, dumny i niepowtarzalny, na
Erechtejon ze swymi kariatydami, podziwialiśmy wspaniałe resztki rzeźb,
fryzów, kolumn, a przede wszystkim słynne postacie dziewic zwanych korami w
Muzeum Akropolu. I te widoki na rozpościerające się w dole miasto: ze swą
starą dzielnicą Plaka, pełną zaułków, sklepów, wspaniałych cerkwi z Wielką i
Małą Metropolią, ruin greckiego centrum – rynku: agory z zachowaną świątynią
Hefajstosa, późniejszą rzymską agorą sterczącą kolumnami koło znanej Wieży
Wiatrów. W oddali widać było kolumny największej świątyni Zeusa, gdzie
Fidiasz umieścił posąg boga. Obok najstarszy Stadion Olimpijski, a jeszcze
dalej Parlament, gdzie ewzonii – gwardziści, zachwycają wyszukanym krokiem i
musztrą. Pozostało tylko zejść z Akropolu przez dumne Propyleje ze świątynią
Nike, skąd wypatrywał król Argeus powrotu z Krety swego syna Tezeusza, a
dalej koło teatru – odeonu i amfiteatru, gdzie rodziła się sztuka dramatu i
greckiej tragedii, by po chwili znaleźć się na Place i przejść koło tego
wszystkiego, co zachwycało z góry. Wieczór w Atenach u stóp iluminowanego
Akropolu pozostawia niezatarte wspomnienia. Przyszedł wreszcie dzień
wyjazdu. Po drodze nocowaliśmy w okolicy Kalambaki, by od rana zwiedzić
miejsce przedziwne, państwo klasztorne osadzone na gigantycznych skałach nad
Równiną Tesalską, miejsce wywołujące zdziwienie, niedowierzanie i podziw. To
Meteory: klasztory zawieszone między niebem a ziemią. Tutaj człowiek czuje
moc stworzenia, jego bliskość, a natura wokół rozpościera się w spokoju i
samotności, którą przerywają nagle ptaki podrywające się do lotu i dźwięki
gongu wzywające do modlitwy w którymś z klasztorów. Już od wieków ten
nieziemski spokój dominuje wśród ogromnych szarych skał wspinających się aż
do nieba ze swymi orlimi gniazdami w załomach, wielkimi klasztorami i
pozornie małymi kościółkami na szczytach. Społeczność klasztorna w tym
skalnym pejzażu jest jedyną na świecie, również fenomenem geologicznym są te
dziwne wyrzeźbione skały. Z dala od świeckiego życia na tych skałach
sięgających chmur, mając chaos pod stopami, a krzyki orłów nad głową,
pustelnicy spędzali dnie i noce na modlitwach, błagając Boga, aby dał
wieczny spokój ich duszom. Zwiedziliśmy Wielki Meteor z największym
klasztorem Przemienienia Pańskiego ze wspaniałymi dekoracjami i ikonostatem,
klasztor św. Warłama z 1517 r. z kościołem bogatym w bizantyjskie freski,
klasztor św. Trójcy ustawiony na gigantycznym słupie niczym orle gniazdo. Z
punktów widokowych podziwialiśmy krajobraz, klasztory św. Mikołaja i
Roussanou. Droga powrotna wiodła przepastnymi i pięknymi serpentynami przez
Góry Pindos w kierunku Igumenicy, gdzie zaokrętowaliśmy na prom płynący z
powrotem do włoskiego Bari. Następnego dnia, podczas podróży krótki postój
pozwolił zwiedzić Sanktuarium w Loretto, ale po greckiej uczcie duchowej
myśli wybiegały ku czemu innemu. Niczym Odyseusz wracający do swojej
ojczyzny, tak i my wracaliśmy z Grecji do swego kraju. Co zabraliśmy ze sobą
z gościnnej, pięknej Hellady? Na pewno zadowolenie z wypoczynku tak dobrze
zorganizowanego, ale także zauroczenie dziedzictwem tej wspaniałej
starożytnej kultury, której dziećmi i spadkobiercami jesteśmy wraz z Europą.
I świadomość, że Grecja to jakby też Ojczyzna... praojczyzna. A to oznacza,
że będziemy tu powracać, może nie raz jeszcze, do tej Krainy Igrzysk i
Boskich Igraszek: Grecji.
Na tą wycieczkę po Grecji z
biurem podróży EKO-TOUR z Katowic, wspaniałym organizatorem podróży
zapraszają
Krystyna i Wiesław
Urbańczykowie
 |