|
O firmie
Ambasadorzy Pokoju
Odznaczenie Ministra Gospodarki
Odznaczenie Ministra Sportu
Odznaczenie PZBS
Dyplom Marszałka
Śląski Kupiec Roku'05
Śląski Kupiec Roku'06
Who is who w Polsce
Reportaże:
-
Bali
-
Cypr
-
Czarnogóra
-
Djerba
-
Egipt
-
Grecja
-
Hiszpania
-
Izrael
-
Jamajka
-
Kreta
-
Majorka
-
Tunezja
-
Turcja
-
Węgry
-
Włochy
-
Wyspy Kanaryjskie
Kontakt
|
DJERBA –
rozkoszuj się kwiatem miodowego lotosu.
Djerba to najsłynniejsza wyspa północnej Afryki. Nazywana jest
niejednokrotnie Tahiti Morza Śródziemnego. Zajmuje powierzchnię około 500 km
2, a jej linia brzegowa wynosi 120 km długości. Położona u
wschodnio-południowych wybrzeży Tunezji w pobliżu granicy z Libią. Z lądem
łączy ją około siedmiokilometrowej
długości grobla pamiętająca czasy
Rzymian. Wyjątkowa żyzność i leniwy tryb życia mieszkańców przyniosły jej
nazwę Krainy Zjadaczy Lotosu zaczerpniętą z Odysei Homera, w której Ulisses
i jego załoga przerwali swą podróż smakując wspaniałego owocu lotosu. Jest
odpowiednim miejscem nie tylko dla zjadaczy lotosu, lecz jest dobrą bazą
wypadową do zwiedzania wsi berberyjskich, domostw w Matmacie. Dla 75 tys.
wyspiarzy życie nie jest tak sielankowe. Żyzność gleby jest podtrzymywana
przez ciągłą konserwację irygacyjnego systemu zbierania skąpej wody opadowej
i wykorzystywania studni do rozprowadzania lekko słonej wody gruntowej. Wodę
zaś do picia sprowadza się z lądu stałego, natomiast zasoby wodne wyspy są
wystarczające do uprawy oliwek, fig i drzew palmowych. W tym miejscu chcę
zaznaczyć, że palma jest czymś więcej niż tylko pożywieniem. Drewno jej
wykorzystuje się w budownictwie, wydrążone pnie służą do transportu wody,
liśćmi pokrywa się dachy domów, z łyka wyrabiane są maty i liny. Palma
wymaga szczególnej opieki.
Kwiaty męskie i żeńskie rosną na oddzielnych
drzewach i żeby doprowadzić do powstania owocu trzeba dokonać sztucznego
zapylenia. Zbiór owoców – daktyli odbywa się w listopadzie. Właśnie tu na
tej wyspie spotkali się z początkiem listopada przedstawiciele Polskiej Izby
Turystyki Oddziału Śląskiego na swojej IV Konferencji. Jej organizatorem
było biuro podróży Oasis Tours z Warszawy. 3 listopada samolotem linii WEA
wylatujemy z warszawskiego Okęcia na Djerbę. Grupa nasza licząca około 80
osób zna się bardzo dobrze ale nikt nie ukrywa, że po ostatnich wypadkach
terrorystycznych baczniej spoglądamy na współtowarzyszy podróży. Dla mnie
nikt podejrzany w samolocie się nie znajduje. Mam nadzieję, że szczęśliwie
wyląduję. Lecimy na wysokości 10 tys. m. Temperatura dochodzi do –60C. Miłe
panie stewardesy częstują nas ciepłym śniadaniem, soczkami, mocną kawą,
która przebudzi nas ze snu.
Za nami siedzi pan o namiętnych ustach, które
nie zamykają mu się. Raz namiętnie całuje swoją partnerkę a następnie snuje
wizje biura podróży bez klienta. Po czterech godzinach lotu lądujemy na
międzynarodowym lotnisku w Melicie. Jest piękna, słoneczna pogoda. Cudowny
krajobraz pełen palm i wspaniała architektura. Jej urok stanowią białe domy
mieszkalne z niebieskimi oknami otoczone białym murem i zdobione wieżyczkami
a na podwórzach rosnące bujne kwiaty sprawiają, że czuję się jak na
Polinezji. W tym momencie pozwolę przytoczyć sobie legendę mówiącą o tym jak
to Odyseusz żeglując z Troi zatrzymał się na niej a pod wpływem zapachu
lotosu popadł w stan zapomnienia i nie chciał już jej opuścić. To
najprawdopodobniej Odyseusz jest odkrywcą wyspy i to on nazwał ją Wyspą
Lotofagos. Znacznie różni się od górzystych tunezyjskich krajobrazów, jest
płaska, zielona i żyzna. Jest rajem dla turystów z Europy. Nazywana często
Wyspą Zjadaczy Lotosu, jest jedynym miejscem w Tunezji, gdzie można pływać w
morzu także w miesiącach zimowych.

Tydzień spędzamy w
czterogwiazdkowym hotelu Melia Djerba Menzel. Hotel nasz położony jest przy
plaży, z dużymi basenami, kortami tenisowymi z możliwością zagrania w golfa
oraz bogatą animacją. Program naszej konferencji jest bardzo bogaty.
Organizatorzy postawili sobie za cel maksymalnie pokazać, co się da ażeby
wiedzieć, co w przyszłości będziemy sprzedawać naszemu klientowi. Jedną z
atrakcji była dwudniowa wycieczka ośmioosobowymi jeepami na Saharę. Wcześnie
rano przy hotelu czekają na nas jeepy. Wsiadamy do nich, pada deszcz.
Zatrzymujemy się na małym arabskim targu, tam znowu leje, pełno błota, chcę
kupić parasolkę, każdy proponuje mi kupno przeróżnych innych rzeczy tylko
nie parasolki. Z reklamówki robię czapkę ochronną na głowę. W sklepiku
wypijam gorącą, jakże słodką kawę. Nawet tej kawy nie mogę wypić spokojnie,
bo nachodzą mnie handlarze, jeden proponuje arabską chustę, drugi srebrną
bransoletę, a trzeci mapki i kartki. Kupuję dwie arabskie chusty, zakładam
je na głowę, jest mi cieplej a i
samopoczucie się poprawia. Dalej jeepami
udajemy się docelowo do oazy, gdzie czeka na nas nocleg w namiotach, nocleg
w namiotach beduińskich, to dopiero mi atrakcja! Nie za bardzo w to
wierzymy, bo przyzwyczajeni jesteśmy do europejskich standardów. Na pustyni
widzimy drogowskaz Caffe Bar. Docieramy do tej kafejki. Kafejka pod gołym
niebem, ławki zbite z desek. Małe dywaniki na piasku, właściciel zaprasza
nas na kawę i miętową słodką herbatę. Wiatr wieje, pada deszcz, jest chłodno
niema czasu by delektować się kawą. Wypijamy i wskakujemy szybko do jeepów
by jak najszybciej dotrzeć do oazy. Oaza jest urodzajnym obszarem na
pustyni, gdzie wody artezyjskie zgromadzone pod Saharą wypływają na
powierzchnię. Jest to prawdziwa kraina szczęścia nazywana przez wielu
Edenem. Główną uprawą są daktyle, które zbiera się w listopadzie. Właśnie tu
w oazie rosną owoce: granaty, figi pomarańcze, oliwki jak i warzywa.
Wykorzystywany jest tu piętrowy system upraw polegający na ochronie przed
słońcem drzewom i krzewom rosnącym poniżej. Rosną tu obok siebie bananowce i
drzewa oliwkowe różnorodne warzywa, marchewka, ogórki, pomidory, melony i
rośliny strączkowe.

Pora na przydział ośmioosobowych
namiotów. Zimno w nich strasznie, brak pościeli, a czysta, ciepła woda to
marzenie. Ciepła woda wybija tylko z źródełka, w której kąpią się osoby. Do
nas dociera w mętnym kolorze. Robi się coraz ciemniej i zimniej. Wreszcie
jesteśmy zaproszeni do namiotu na kolację. Jesteśmy bardzo głodni.
Uczestniczymy w pokazie przygotowania i pieczenia chleba. Rozwałkowane
ciasto wrzuca się do ognia i czeka pół godziny. Udajemy się do namiotu by
wreszcie zacząć kolację. Za chwilę namiot wypełni głośna arabska muzyka i
tancerka prezentująca taniec brzucha. Na stołach pojawiają się specjały
miejscowej kuchni na początek zupa „chorba” z jarzyn i jagnięciny a
następnie pojawiają się na stołach baranina i kaszka kuskus. Po kolacji
udajemy się na pokaz umiejętności jeździeckich oraz tańców z dzbankami na
głowie. Jest coraz zimniej, wracamy do namiotów. W kurtkach z chustami na
głowie pod trzema a nawet czterema kocami staramy się przetrwać do rana.
Rano witają nas promienie wschodzącego słońca.
Czyste, błękitne niebo.
Dzisiaj zaczyna się ramadan. Ten islamski miesiąc postu jest świętem
ruchomym. Przez cały dzień od wschodu do zachodu słońca muzułmaninowi nie
wolno jeść, pić ani palić. Post obowiązuje również w przypadku innych
zachcianek dla ciała i duszy. Pić mogą jedynie matki ciężarne, chorzy i
oczywiście matki karmiące. Tych zasad przestrzegają prawie wszyscy. O
znaczeniu ramadanu nie dyskutuje się. Dla Tunezyjczyka najlepiej jest, kiedy
wypadnie zimą, bo dzień jest krótszy. A teraz proszę sobie wyobrazić ramadan
w lipcu, czy w sierpniu, kiedy dzień jest długi – dzień bez jedzenia i
picia, wytrzymać bez kawy, herbaty czy piwa. To prawdziwa próba
muzułmańskiego wyrzeczenia i wytrwałości.
Na śniadanie zjadamy chleb z
dżemem, popijamy herbatą lub kawą i wyruszamy w drogę powrotną. Zatrzymujemy
się w Matmacie. Sama nazwa oznacza „nic tu nie ma”. Mamy możliwość
zobaczenia jak rdzenni mieszkańcy Tunezji – Berberowie uciekają przed
słońcem, wydrążając domy w skałach przeciętnie na głębokości 10 metrów i 15
metrów średnicy. Wszystkie powstają według takiego samego schematu.
Centrum
założenia jest zazwyczaj okrągłe patio wykopane na głębokości 6 metrów od
niego wychodzą pokoje mieszkalne, spiżarnie. Główne wyjście prowadzi przez
wąski tunel wiodący z dziedzińca do poziomu gruntu. Matmata jest najtłumniej
odwiedzanym przez turystów miastem w kraju. Właśnie tu filmowano scenę w
barze w filmie „ Gwiezdne wojny”. Zmęczeni, zakatarzeni, przeziębieni po
dwudniowej wycieczce przeprawiamy się z lądu na Djerbę promem ( około 30
minut). Dzień następny to kupowanie pamiątek z Tunezji. Autokar podwozi nas
pod orientalny targ zwany sukiem, znajdujący się w każdym większym mieście.
Należy uważać na samochody, motocykle, rowery, obok idące osły. Siadamy w
kawiarence, wypijamy sok ze świeżych pomarańczy i udajemy się na zakupy. Na
tym targu jest wszystko od daktyli i suszonych fig po „ świeże” mięso
zabitych zwierząt i miętową herbatę. Pełno tu ręcznie malowanej ceramiki,
pasków, biżuterii. W każdym punkcie przekonują mnie, że to jest najlepsza
dla mnie cena i najlepszy wyrób, z wszystkim mi do twarzy. Targowanie to
prawdziwa przyjemność Tunezyjczyków, a dla mnie wielka udręka. Kupuję
pamiątkowego wielbłąda ze skóry i duży tamtam i udaję się na umówione
miejsce zbiórki. W następny dzień udajemy się do synagogi La Ghriba, która
jest najważniejszą budowlą żydowską w Afryce północnej. Według legendy
święty kamień spadł z nieba, aby wyznaczyć miejsce budowy świątyni. Obecną
synagogę zbudowano w 1920 roku. Jest to ładny budynek z ciemną drewnianą
okładziną ścian i ozdobnymi kafelkami. To w niej przechowywana jest jedna z
najstarszych i najdroższych Tor na świecie. Jest miejscem żydowskich
pielgrzymek a podczas niektórych świąt przybywają tu wyznawcy judaizmu z
całego świata. Po wejściu do środka kobiety i mężczyźni muszą założyć
nakrycia głowy i zdjąć buty, mogą podziwiać wtedy dary ze srebra i
precyzyjną pracę rzemieślników arabskich. Jest ukryta przed wzrokiem
niewiernych.

Autokarem w ciągu dwóch godzin
możemy objechać wyspę wokół. Dominują na niej hotele trzy cztero i pięcio
gwiazdkowe. Taksówki są w kolorze żółtym, są tanie i zawsze w recepcji można
je zamówić. Wśród grupy znajdują się panowie zainteresowani płatną miłością.
Więc z odpowiedzi przewodnika dowiedzieliśmy się, że na Djerbie takich domów
nie ma, natomiast w większych miastach lądu, takich jak Sus, Hammamet czy w
Tunisie niektórzy taksówkarze poproszeni o zawiezienie na targ zatrzymują
się przy jednej z bram i życzą udanych zakupów. Nic nie podejrzewając
wejdziecie na Stare Miasto i zorientujecie się, że jesteście na ulicy
miłości na sprzedaż. Kto nie zamierza z tych usług skorzystać radzę jak
najszybciej skierować się do bramy i iść w przeciwnym kierunku.
Każda różnica w rzeczach i
ludziach wzbogaca życie. Każda podróż dostarcza nam nieoczekiwanych wrażeń.
Odnajdujemy coś nieoczekiwanego i wgłębiamy się w to, co dobrze znamy.
Radośnie jest, więc kochać cały świat, poznawać ludzi i otaczać się
wartościowymi osobami w różnych zakątkach naszej ziemi. Pamiętajmy, z
uśmiechem na twarzy człowiek podwaja swoje możliwości.
W konferencji udział wzięli
Krystyna i Wiesław Urbańczykowie.
 |